DUCHOWY ROZWÓJ I JEGO CIENIE. NA CO POWINNIŚMY ZWRÓCIĆ UWAGĘ BY NIE POPAŚĆ W DUCHOWY BYPASSING.

Wchodząc w przestrzeń rozwoju duchowego, dostajemy pakiet wyjątkowo pięknych możliwości. Poczynając od terapeutycznych praktyk, które skutecznie pomagają w transformacji własnej osoby, podążając tą ścieżką, powoli stajemy się  inną wersją siebie, jakby budząc się z życiowego letargu. Stajemy się bardziej świadomą, spokojną, uważną, empatyczną osobą. Zaczynamy zmieniać nawyki, zdrowo się odżywiać, szanować swoje ciało, swoje otoczenie. Angażujemy się w różnego rodzaju aktywności, wybieramy z szeroko już oferowanej gamy, warsztatów rozwoju osobistego, technik relaksacyjnych, medytacyjnych itp. Podsumowując zaczynamy rozdział jakby nowego doświadczenia, nowego nadawania kształtu własnej strukturze, która budowana jest już na naszych własnych, świadomych zasadach. Ale czy na pewno wszystko mamy uświadomione??

Stosowane praktyki duchowe maja służyć naszemu rozwojowi i z reguły tak się dzieje. Niestety duchowością zaczynamy być w ręcz bombardowani, bycie w duchowości stało się modne co niesie wiele pozytywów, choćby to, że wybieramy pracę z transformacją swojej osoby. Często wybijając się z utartych schematów, niestety nieświadomie wpadając w nowe schematy, które nazywane są duchowymi. Te z kolei stają się naszą receptą na swoistego rodzaju wyjątkowość. Często bezwzględną, ponieważ tworzącą zależność od duchowych praktyk. A przecież z tych właśnie zależności owa praktyka duchowa miała nas uwolnić.

Mowa tu o „Duchowym Bypassingu”. Spirytual Bypassing (Duchowe obejście) – Termin Stworzony został w psychologii przez Johna Welwooda, który opisuje tendencję do używania praktyk duchowych w celu uniknięcia przeżywania niektórych emocji.

Duchowość jako substytut stosowany w celu uniknięcia konfrontacji z niechcianymi częściami siebie.

Zapewne doświadczyłeś, być może w swoim środowisku, bądź słyszałeś o tym, że ktoś po latach picia wytrzeźwiał, po czym stał się pokornym i zaangażowanym katolikiem. Tak naprawdę w jego życiu rzeczywiście coś się zmieniło. Oczywiście taka zmiana niesie za sobą szereg wartości, choćby taką, że nie wlewa już w siebie trucizny, jednak na poziomie terapeutycznym a raczej egzystencjalnym zamienił tylko używkę, od której wtórnie stał się zależny. Nadal ucieka, zajął tylko swój umysł, byle by nie być z sobą w relacji i nie dopuścić do zalewających go od lat tłumionych emocji.

Przykład być może ekstremalny jednak w moim otoczeniu często zauważalny. Z reguły tak się dzieje, gdy człowiek nawet po terapii odwykowej, która oczywiście daje szereg możliwości, nie bardzo wie co ze sobą począć. Na tym etapie może mieć poczucie, że coś z czego korzystał do tej pory w celu regulacji emocji zostało mu odebrane. Dalej zadziałał program wzorcy społecznych, który w naszym systemie jest mocno ugruntowany. Zabrakło tu dalszej pracy terapeutycznej, w celu integracji traum oraz emocji za nimi podążających.

Powyższy przykład może posłużyć w celu dokładnego zobrazowania pułapek w jakie sami często pozwalamy sobie, siebie zapędzić. Oczywiście niechciane emocje możemy również próbować zabiegać, zajeździć rowerem, uciekając w aktywności sportowe, bądź angażując się w szereg rozwojowych praktyk, warsztatów, właśnie po to, by stać się kimś innym, by przesłonić siebie z którym nie zbyt nam po drodze.

Zaczynasz już kojarzyć? Z używkami jest podobnie. Na początku wydają się być niezłą zajawką i zdają się dawać naprawdę wiele możliwości, jednak po czasie zapędzamy się w ciemną dolinę z której nie zawsze możemy znaleźć powrotną drogę.

Czy duchowość może stać się substytutem dotychczas stosowanych używek? Otóż może i to niebywale często, w szczególności gdy się budzimy zaczynamy pracować ze sobą i w gąszczu wyjątkowych doznań przebudzenia, całego doświadczanego piękna, zaczynamy wsiąkać w tą niebywałą przestrzeń, na powrót zapominając o sobie w całości. Powoli zaczynamy skupiać się na pozytywnych aspektach siebie, wzmacniając je, ignorując za razem te przysłowiowo uznane za niedobre, złe, trudne, ciężkie, jakby już nie były częścią nas i należało by je porzucić, stłumić, bądź wyprzeć. Co jest zasadniczym błędem w procesie wzrostu duchowego.

Nasuwa mi się tutaj pewne z twierdzenie:

Z Duchowością jest jak np. z psychodelikami, można z nich z korzystać w celu świadomego doznania i skonfrontowania się ze samym sobą, bądź zacząć je ćpać w celu uniknięcia tejże konfrontacji.

Duchowości możemy się poddać, zasłaniać się nią, chować się w niej, bądź możemy zacząć z niej umiejętnie korzystać w celu duchowej integracji siebie jako całości. Już bez unikania gniewu, złości, smutku, niepewności i wielu niechcianych aspektów naszej istoty.

Nikogo tu nie napiętnuję, nie chciałbym też kogoś zniechęcić do duchowych praktyk. Droga jest jak najbardziej słuszna. Moim zamiarem jest tylko pobudzić twoją czujność. Ego wykorzysta każdą możliwość by przejąć kontrolę. Być może przechodziłeś etapy, w których nagle zacząłeś czuć się lepszy od reszty nieprzebudzonego otoczenia, bądź zaczynałeś krytykować osoby tkwiące w przysłowiowej niewiedzy. Sam wpadam w te pułapki. Moje Ego cały czas daje się we znaki. Coś w deseń. Przecież jestem w rozwoju duchowym, dlatego nie wypada mi się złościć, oceniać, gniewać… Oczywiście na pewnym etapie rozwoju daje to rezultaty, ponieważ uczymy się rozpoznawać własne emocje, wyodrębniamy je i dzielimy na dobre i złe.

Zaczynamy zwracać na siebie uwagę, zmieniamy narrację np. z próby podporządkowania otoczenia do własnej często nieświadomej dysfunkcyjnej osobowości na sukcesywną zmianę siebie, w celu wygenerowania lepszej projekcji w relacjach. Jednak jeśli zabrniemy w to za daleko, możemy znaleźć się w duchowym Bypassingu. Nie zauważając tego, tak naprawdę nadal jesteśmy nieświadomi i prędzej czy później, nasze deficyty zaczną ubiegać się o swoje a my powoli naszą duchowość przekształcimy w używkę, w celu uniknięcia niechcianych emocji.

Dlatego też, już na tym etapie, musimy zacząć integrować się w całości. Nie ma złych emocji, wszystkie składają się na esencję naszego człowieczeństwa. Każda z nich jest kluczowa w naszym rozwoju, każda z nich jest kluczem a raczej kompasem naszej życiowej drogi.

Masz prawo się zezłościć, poczuć smutek, masz prawo poleniuchować, czy się zawstydzić, masz prawo poczuć żal, a nawet zazdrość, masz prawo się obawiać, masz prawo poczuć się jak rozwydrzone dziecko. Ważne byś był świadomy swoich uczuć, nie unikał ich tylko dlatego, że coś Ci nie wypada. Pamiętaj tylko w całości możesz żyć w pełni. Nie konfrontując ich nie będziesz w stanie zrozumieć, przepracować, zintegrować.

Kiedyś, ktoś zadał pytanie. Czym według ciebie jest świadomość? Na początku ciężko było mi się do tego odnieść. Jednak już na tym etapie mogę rzec, że świadomość jest umiejętnością wewnętrznej komunikacji ze samym sobą w pełni. Bez wykluczania, udawania, chowania, wypierania. Umiejętne zauważanie swoich reakcji, rozpoznawania potrzeb, w pełni ekspresji samego siebie. Idąc tym tropem do pełni świadomości jeszcze wiele mi brakuje. Jednak zdaję sobie sprawę, że bez doświadczania opisywanych tutaj duchowych pułapek, jeśli bym w nie nie wpadał, nie potrafił bym ich poczuć, zrozumieć, choćby po to by stawały się moją mądrością. W przeciwnym razie były by tylko wiedzą zaczerpniętą z książek. Jak wiemy, wiedza jest tylko elementem składającym się w całokształt mądrości.

Życiem należy się bawić, nie zatracaj się w praktykach duchowych, po prostu z nich korzystaj, Tak aby sprzyjały Ci w Twojej zmianie a nie stawały się Twoim zarządcą.

Poniżej Doskonałe ujęcie tematu Przez Michała Pasterskiego.

Polecam ci również Temat Terapii IFS w celu rozpoznania i pełnej integracji swoich subosobowości. Ciekawa sprawa, zamiast wypierać, zawsze możesz się ze sobą dogadać, by w procesie, w pełni siebie zaakceptować.

Poznaj IFS, przełomową metodę autoterapii. Internal Family Systems, czyli Twoja wewnętrzna rodzina.

Zintegruj się. Raffi.

Jeśli chcesz, możesz postawić mi kawę.

Podaj dalej!
komentarze 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.