MECHANIZM ZNIECZULENIA OD UZALEŻNIENIA – ALKOHOLIZM CZ.1.

Jak to jest, że w naszym otoczeniu jest tyle osób skutecznie niszczących sobie życie? Regularnie zatruwają swoje ciała różnymi używkami tylko i aż po to, aby przestać czuć. Bezustanna praca nad znieczuleniem, permanentnym odcięciem od egzystencji, co dzień oparta na zatruwaniu chemiczną substancją, tłumiącą pełnię życia, w poszukiwaniu chwili wytchnienia od szarej i nadmiernie skomplikowanej rzeczywistości.

Cała ta batalia, toczona w jednoczesnym zabieganiu o pełnię szczęścia, które  tak nieuchwytne, nieosiągalne, w rezultacie namiętnie generowane w iluzji chwili alko-narkotycznego wytchnienia.

LEKARSTWO NA SZAROŚĆ (zapicia) ŻYCIA

Dawkowanie: Zaczerpnąć haust lub dwa, albo więcej w zależności od pragnienia, oraz nagromadzonych negatywnych uczuć z którymi aktualnie nie chcesz się konfrontować.

Działanie: Szybkie odcięcie, powodujące uśmierzenie obciążeń emocjonalnych, daje iluzję chwili wytchnienia powodując poczucie kontroli nad własnym życiem. Możliwy chwilowy przypływ mocy, coś na zasadzie mogę wszystko, nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Czuję, że żyję.

Działanie niepożądane: wymioty, biegunka, odwodnienie, stany depresyjne, nerwica lękowa, myśli samobójcze. W rezultacie wycieńczenie psychiczno-somatyczne organizmu.

Porada: W razie wystąpienia niepożądanych objawów, należy zaczerpnąć haust lub dwa w zależności od pragnienia i nadmiernego obciążenia uczuciami, z którymi aktualnie nie chcesz się konfrontować.

Ostrzeżenia: Pierwszy haust może prowadzić do następnego w rezultacie do wycieczenia organizmu, oraz choroby psychicznej opartej o mechanizmy znieczulenia od uzależnienia.

I tak w koło, spirala zacieśniająca pętlę na szyi. Bo, czy ktoś z was spotkał kiedyś na swojej drodze szczęśliwego pijaka?

POCZĄTKI UZALEŻNIENIA OD ZNIECZULENIA

Przyglądając się kolei rzeczy, mogłoby się wydawać, że postępowanie osoby uzależnionej zaprzecza całej istniejącej logice. Bo przecież osoba nie mająca nigdy problemu z alkoholem powie:

Wariat! Jak jest głupi i nie zależy mu na życiu, to niech pije i niech się zapije. Jego życie, jego wybór”.

Właśnie, jak to jest z tym wyborem? Czy rzeczywiście jest wybór? Hmm…. Wybór? Kto świadomy swojego istnienia, kochający się, szanujący się, dbający o swoje zdrowie, chciałby wlewać w siebie truciznę, która zatruwa jego umysł i ciało?

No właśnie kto? Czy jak byliśmy dziećmi, tak wiele od siebie się różniliśmy? Mieliśmy podobne marzenia, pragnienia, radości, smutki. Byliśmy zupełnie do siebie podobni. Tak więc dlaczego, jedni z nas są radośni, żyją pełnią życia, a inni są ponurymi totalnie nie radzącymi sobie w życiu istotami, popadającymi w uzależnienia?

Mogą na to wpływać wzorce z otoczenia, znacząco wyrabiają w nas nawyki i reakcje na trudne sytuacje. Tak naprawdę dzięki wzorcom uczymy się reagować na przydarzające się nam sytuacje, które zresztą sami generujemy. Już na wczesnym etapie kształtowania naszej osobowości, może zacząć się problem. Wynika to z tego, że nie wyrabiamy sobie własnych reakcji tylko je powtarzamy, na podstawie nieumiejętnie kształtujących nas autorytetów. Najczęściej po naszych rodzicach, opiekunach, nauczycielach, itd. To jeden z możliwych czynników, który opisywałem nie raz w moich poprzednich artykułach.

Najbardziej znaczące są tu tłumione od dziecka emocje. Tak naprawdę można by rzec, że jako współczesne społeczeństwo, jesteśmy mistrzami w tłumieniu emocji. A alkohol w naszej kulturze jako antidotum zakorzenił się tak głęboko, że już stał się naszym nieodzownym sprzymierzeńcem. Doszło do tego, że stworzyliśmy kulturową patologię, z którą, też nie bardzo chcemy się konfrontować. Przez co znacznie trudniej nad tym zapanować.

Sama nazwa Anonimowy Alkoholik, mówi przecież sama za siebie. Człowiek, który podjął walkę o swoje życie, woli pozostać w ukryciu, gdyż jako zdeklarowany alkoholik, zapewne będzie wytykany palcami przez alkoholików ze swojego otoczenia, którzy jeszcze nijak nie potrafią się odnieść do swojej sytuacji, w której się znaleźli. Sam jeszcze tkwiąc w tej iluzji, patrzyłem na niepijące osoby z podejrzeniem problemów alkoholowych, oczywiście wtedy uważałem, że jestem zdrowy. Przecież nadal piłem.

Osoba niepijąca jest zagrożeniem dla iluzji alkoholika. „Kto nie pije ten kapuje” Coś w tym chyba jest, na pewno zagrożenie. Nic dziwnego, przecież jeszcze są osadzeni w tzw. przyjętej alkoholowej normie społecznej. A zatem po co wychylać się ze strefy komfortu, lepiej żyć w iluzji szczęścia z którego osoba która przyznaje, że jest alkoholikiem, zostaje wyrwana. Ale o tym później.

Oczywiście, nic nie mam do tych biednych ludzi, którzy jeszcze tkwią w tym letargu. Niestety większość z nich nigdy się z tego nie wyrwie, zapiją się, zatruwając przy tym swoje otoczenie. Na tym etapie uważam, że wszyscy jesteśmy ofiarami braku pewnej edukacji na wczesnym pułapie rozwoju. Przecież wszystkim nam brakuje podstawowej wiedzy o psychologii, mechanizmach psychologicznych w jakie wpadamy, które przejmują kontrolę nad naszą egzystencją. Ale po co edukować? Przecież, proste, przeciętne, nieświadome społeczeństwo, jest znacznie łatwiejsze do ugniatania i formowania w pożądane wzory. A jeszcze rozpite, to już prawdziwa esencja podporządkowania. Nie bez powodu otoczeni jesteśmy praktycznie za każdą ladą, litrami trunków zapakowanych w iluzje dobrze bawiących się osób. Tańczących, szczęśliwych, cieszących się życiem. Chwilo trwaj, ponieważ bez ciebie już nie jestem w stanie nawiązywać relacji, przełamywać lodów.

Degradacja społeczna fundamentem państwowej gospodarki. Można by się tu zastanowić, czy nie pokusić się o etykiety ze zdjęciami na opakowaniach, w stylu tych na papierosach. Takich, które stymulują naszą podświadomość np. leżącego człowieka w swoich wymiocinach, pobitą do nieprzytomności kobietę, bądź płaczące dzieci, u boku upitych do nieprzytomności rodziców. Być może bardziej zwracalibyśmy uwagę na możliwe konsekwencje. Ale gdzie tam, przecież nic nam nie grozi. Mamy nad wszystkim kontrolę. Oczywiście każdy tak myśli, bez wyjątku.

Niestety, system jest w tym bardzo skrupulatny, gdyż na poziomie systemowej edukacji raczej nie garnie się do pracy z poszerzaniem ludzkiej świadomości, wręcz przeciwnie. Skrupulatnie wtłacza nas do systemowej macierzy, dając nam poczucie wolności i dorosłości. Przecież większość z nas sięgając po pierwszy kieliszek, ten owoc zakazany, przeznaczony tylko dla dorosłych. I często też pomimo trudnych przeżyć w dzieciństwie, związanych z alkoholem. Ta celebracja tuż po ukończeniu 18 roku życia dawała poczucie wolności. Swoistego rodzaju symbol dorosłości, takie wyjście z niewoli dzieciństwa. Niestety paradoksalnie było to utratą, tej właśnie dziecięcej wolności na rzecz śmiertelnej niewoli alkoholowej.

Wracam do sedna, czyli do tłumionych emocji. Teraz wiem, że alkohol sam w sobie nie jest jedynym i ostatecznym problemem.  Przecież jakby tak było, każdy kto spróbował przegrałby swoje życie, a przecież tak nie jest.

Problem polega na tym, że już na wczesnym etapie rozwoju chcemy wyrażać siebie w całej okazałości. A tu szereg życiowych ograniczeń, typu nie krzycz, nie śmiej się, nie becz, nie bój, albo bój, martw się, nic z ciebie nie wyrośnie. I to najbardziej lubię. Jak się nie będziesz uczył zostaniesz śmieciarzem. Jakby ten zawód był z pogranicza wszelkiej godności i oczywiście, żeby go podjąć, pewnie trzeba być nieukiem.

Szereg ograniczeń, presji społecznych, doprowadza nas do tego, że wchodzimy w nastoletnie życie, z pełnym i ciężkim bagażem tłumionych życiowych traum, z którymi nie mieliśmy okazji się z konfrontować, choćby po to by je zrozumieć, uświadomić, przerobić. Przecież, przy każdej próbie wyrażenia swoich emocji jako dziecko, skrupulatnie byliśmy strofowani. Po jakimś czasie przyjmując takie wzorce, nauczyliśmy się je tłumić, niestety co za tym idzie, po jakimś czasie przestajemy je rozpoznawać. W rezultacie tracimy nad nimi kontrolę. Nasze strachy, gniewy, frustracje powoli stają się nami, a my zatracamy swoje prawdziwe JA. Co z kolei powoduje w nas konflikt wewnętrzny, który z czasem doprowadzi nas do głębokiej depresji leczonej wszechobecnym alkoholem. Przecież już na samym początku w trudnych sytuacjach skutecznie poprawiał nam nastrój. I tu jest następny paradoks. Przecież alkohol jest depresantem a nie antydepresantem.

Stopniowo dochodzi do tego, że alkohol staję się swoistego rodzaju sensem życia ponieważ towarzyszy nam przy wszelkiego rodzaju smutkach, radościach, spotkaniach. Jesteśmy nim zewsząd otoczeni. Można rzec, wręcz zanurzeni, ponieważ większość naszych relacji społecznych jest nim przesiąknięta. Staje się naszym stylem życia.

Tak pokonując, wymienione etapy stopniowego wkraczania w alkoholową niemoc, wyrabiamy w sobie mechanizm Iluzji i zaprzeczania. Przecież, skoro nie potrafimy konfrontować się ze swoimi słabościami, to tym bardziej nasze wspaniałe Ego nie będzie chciało przyznać, że popadło w następną niemoc, tą alkoholową.

Czytaj dalej Cz. 2 Mechanizm iluzji i zaprzeczania

Podaj dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.