OD CHOROBY POPRZEZ PRZYCZYNY DESTRUKCJI OSOBOWOŚCI W DRODZE DO UWALNIAJĄCYCH ZACHOWAŃ. CZĘŚĆ 2

Możliwe przyczyny destrukcyjnych postaw. Dlaczego tak funkcjonujemy,  skąd ta duma i nieustępliwość? Dlaczego tak trudno nam odpuścić?

Jeśli jeszcze nie czytałeś. Czytaj Część 1.

Wiodące są tutaj wzorce, szczególnie te utworzone w naszym dzieciństwie. Często z powodu zaniedbań, dysfunkcji, ograniczonej miłości, braku dojrzałości emocjonalnej,  czy też schematów postępowania w relacjach poprzez naszych rodziców. Każdy ma swój indywidualny pakiet doświadczeń oraz subiektywnych odczuć. Jeśli jeszcze się nad tym nie zastanawiałeś, to warto, ponieważ na tych wzorcach opiera się większość twoich życiowych niepowodzeń.

Oczywiście nie chodzi o to, by znaleźć winnych i rozliczyć ich za przewinienia, ponieważ nic to nie da, umysł cały czas będzie działał na złym wzorcu, po jakimś czasie znajdzie nowe powody win. W rezultacie może być tylko coraz gorzej. To tak jak z zemstą, może dać ci tylko chwilową satysfakcję, jednak procesu bólu nie uleczy a pociągnie tylko za sobą dodatkowe konsekwencje, które zapętlą cię jeszcze bardziej. Dlatego musisz uświadomić sobie, że obwinianie ich jest głównym powodem destrukcji w którą stopniowo popadasz.

Dopóki skupiasz się na winie i winnych odwracasz tylko uwagę od swoich przewinień, których dokonujesz nieświadomie stosując dysfunkcyjny schemat. Za które to, prędzej czy później zaczniesz obwiniać siebie, choćby wchodząc w etap zdrowienia.

Dzieciństwo często bywa ekstremalnym doświadczeniem, które następnie kształtuję naszą dysfunkcyjną osobowość, do tego szkolny pakiet otrzymany od często dysfunkcyjnych nauczycieli, którzy niejednokrotnie w systemowej edukacji bazują na poczuciu winy, niepewności, i sukcesywnie zaszczepianych w tobie obaw, np. o niepewne jutro. Dlatego, stając na linii startu, w życiowym wyścigu szczurów, nie ma możliwości byś posiadł umiejętność okazywania słabości. W rezultacie zakładasz maskę twardego wojownika, którego główną umiejętnością staje się wskazywanie winnych za swoje niepowodzenia.

Każdy w naszym życiu odgrywa konkretną rolę. Jeśli nie weźmiesz odpowiedzialności za swoje życie, będziesz skupiał się na obwinianiu i karaniu innych za swoje niepowodzenia, w rezultacie powielisz większość a nawet wszystkie błędy swoich oprawców. Ten proces trwa od pokoleń. Teraz to widzę jasno i wyraźnie. Wcześniej tego nie dostrzegałem, ponieważ użalałem się nad sobą. Byłem udręczoną ofiarą, która często bywała katem.

Tak się składa, że każda relacja, każde zachowanie, każdy czyn, nigdy nie ginie. Oczywiście mówi się, że czas leczy rany, a głupota młodości pójdzie w zapomnienie. Trochę w tym racji, jednak nie ma takiej mocy, która spowodowałaby, że cokolwiek w tym pięknym wszechświecie pójdzie w zapomniane. W przestrzeni nic nie ginie, pewne rzeczy można nadpisać i następne i jeszcze następne ale nic wymazać się nie da.

Porównał bym to do odcisku stopy w piasku na plaży, zapewne po kilku przepływających falach odcisk zniknie, jednak przygniecione ziarnko piasku, które w trakcie postawienia stopy zmieniło położenie, już nigdy nie wróci na swoje miejsce. Coś się bezpowrotnie zmieniło a ty jako istota, która tylko postawiła tam swoją stopę, bezpowrotnie przyczyniłeś się do tych zmian.

Nic w tym złego, tak działa wszechświat, bez zmian nie było by ewolucji. Wiodącym jest tu, by nie powielać schematów i nie tkwić w miejscu. Należy nadać życiu bieg, w którym uniesiemy się na wyżyny świadomości.

Wszystkie relacje, które zakończyłeś z powodu dumy, tylko po to by zostać na wygranej pozycji, gromadzą przeciwne potencjały, choćby w postaci wypartych i gdzieś głęboko zagrzebanych wyrzutów sumienia. Oczywiście, utrzymując się nadal w wibracji dumy, być może nie zwrócisz na to uwagi. Jednak, jeśli podejmiesz kiedyś wyzwanie, w którym będziesz chciał powrócić do upragnionej równowagi, będziesz musiał z rzucić tą przeciwwagę i ponownie się, ze wszystkim tym skonfrontować.

Nie stosuję tu prób straszenia za przewinienia, nie chodzi mi również żebyś czuł się winny, sam je popełniałem i popełniam. Moim zamiarem jest przebudzić w tobie świadomość pewnych zależności, na które składa się Twoja rzeczywistość. Być może jeszcze nie wiesz o czym piszę, nie rozumiesz mnie, jednak na drodze rozwoju duchowego prędzej czy później dostrzeżesz, że niezbędnym jest proces uwalniania. Uwalniania traum, których w dużej mierze nagromadziliśmy sami, choćby wypierając, chowając głowę w piach, odwracając uwagę od samych siebie, skupiając się na wszystkich, tylko nie na sobie. Stosując podświadomie wachlarz mechanizmów obronnych, taki schemat wyparcia, który z resztą jest naszym naturalnym egzystencjalnym odruchem, stosowanym w celu uniknięcia zranienia. Wszystko po to by utrzymać w bezpieczeństwie naszą zranioną w dzieciństwie osobowość, nasze wewnętrzne dziecko.

Jeśli zawczasu nie wyrwiemy się z tego schematu, mechanizmy obronne zawładną naszym życiem. Powoli odetną nas od emocji, po czym stajemy się automatami, zombie, dla którego naturalnym stanie się wyparcie, odcięcie od emocji. Pozostanie nam borykanie się z uczuciami, do których nijak nie będziemy w stanie się zdystansować, ocenić, powoli staniemy się nimi. A będą nimi lęk, niemoc, agresja, itd.  W rezultacie zaczną się zachowania kompulsywne, uzależnienia a wszystko po to by nie dopuścić do konfrontacji z nagromadzonymi emocjami, dlatego naszym następnym etapem stanie się ucieczka od samego siebie.

Jednak jakbyś nie gnał, gdzie byś się nie udał, staniesz się własnym cieniem od którego chcesz uciec. Zostaniesz bez szans. Nie odpuszczając, możesz stać się wrakiem człowieka. Chyba, że rozpoczniesz proces integracji ze samym sobą.

Czytaj dalej. Część 3.

Podaj dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.