ROZWÓJ ŚWIADOMOŚCI ZAGROŻENIEM IDEI WYGODNEGO PAŃSTWA

Andrzej spojrzał na zegar, za pięć minut miała wybić dwunasta w południe. Nie bardzo mógł oderwać wzrok od wyjątkowego, wiekowego zegara, który jak mniemał wart był z 60 tysięcy złotych. Dokładnej wartości nie był w stanie określić a to ze względu na to, że ów zegar otrzymał w podzięce za tak zwaną przysługę.

Rozejrzał się jeszcze po luksusowym gabinecie myśląc o tym jak wiele wartościowych rzeczy można zdobyć, często bez większego wysiłku czasem za byle podpis. Z zadumy wytrąciło go ziewanie Jarka z którym to odbywał właśnie zupełnie swobodne nie-służbowe spotkanie.

– Jak myślisz Jareczku? – Dawniej łatwiej się ludźmi rządziło? Zapytał Andrzej dolewając koniaku do szklanki.

– Pewnie że łatwiej, kiedyś obywatele byli bardziej pokorni, głupsi. Odpowiedział Jarek i podsunął szklaneczkę wskazując palcem wysokość do jakiej ma dolać jego rozmówca.

– Głupsi jak głupsi, głupi są nadal, kiedyś byli bardziej przestraszeni, siedzieli w swoich norach uchlewali się a jak trzeźwieli na kacu przyjmowali wszystko, można było wmówić im czego dusza zapragnie, byli tacy otępiali. Andrzej zgodnie z wytycznymi uzupełnił szklaneczkę Jarka, odstawił butelkę po czym przekazał szklaneczkę do jego dyspozycji. Skosztowali. Jarek się uśmiechnął, Jeszcze z uśmiechem kontynuował rozmowę.

– butelka tego koniaku warta przynajmniej sto flaszek berbeluchy z polmasu,  jaką im serwujemy. Na chwile się rozmarzył wypowiadając w myślach – Ach jak ja to lubię, to poczucie władzy, które nakręca mnie co rano. Po czym kontynuował popijając dalej.

– Cóż, mechanizm podporządkowania zwany alkoholizmem to swego rodzaju majstersztyk. Człowiek, weźmy takiego przeciętnego Kowalskiego tak zwanego „aktywnego alkoholika.” Taki człek pracuje, często w pocie czoła, ciężko zarobione oczywiście marne pieniądze w większości przepija. Żeby związać koniec z końcem musi kombinować, zaliczki, pożyczki, wierzyciele, komornik, i tak bez końca. Co wybrnie trochę stanie na nogi to znowu coś wykombinuje. Tydzień pracuje, po pracy popija a w weekend chleje i tylko narzeka, jak mu źle. A to, że robota do niczego, że za mało zarabia, a to że żona go denerwuje, że wiecznie zarobiony, a to dzieciaki nieznośne, i że zmęczony a i tak nic z tego nie ma. I nigdy nic nie osiągnie ponieważ stał się więźniem swoich błędnych przekonań i programów, które z resztą żeśmy w niego w tłoczyli, jeszcze w młodych latach. Obywatel idealny nic dodać nic ująć. –  Hihi zaśmiali się. – Tak, obywatel idealny, odpowiedział Andrzej

– A ty co o tym myślisz? Jarek zapytał pociągając następny łyczek. – Oczywiście potwierdzam. Przecież zawsze powtarzałem, obywatelowi ma ledwo starczać na przetrwanie, wtedy na tym się skupia i nie ma czasu myśleć. Dać mu dostęp do taniej gorzały, do tytoniu, niech zalewa pałę. Nie ma wtedy możliwości żeby mógł przejąć kontrolę nad swoim życiem. Wystarczy, że posiada iluzoryczne poczucie wolności, musi w nas wierzyć, wierzyć w lepsze jutro i mieć odrobinę poczucia, że ma na coś wpływ. Dla takich ludzi jesteśmy jak bogowie a socjal jest dla nich jak światło z nieba.

– Ahahaha – Jarek roześmiał się, odstawił szklankę, – Socjal jak światło z nieba a to ci dopiero a najlepsze jest to że sami na ten socjal harują.

Andrzej sięgnął po pudełko cygar, które leżało zaraz przy zestawie drogich alkoholi, otworzył opakowanie, zbliżył do rozmówcy. – Częstuj się Jareczku, kubańskie w końcu ten nieświadomy obywatel zapracował na te nasze rarytaski.

W gabinecie aż zahuczało od śmiechu. – Rarytaski, mruknął Jarek łapiąc powietrze, zanosząc się jeszcze śmiechem sięgnął do pudełka i poczęstował się cygarem. Przypalili, złapali za szklaneczki zasiedli w luksusowych skórzanych fotelach z zamiarem dalszej dyskusji.

– Andrzejku, a powiedz mi co sądzisz o tym, tak już popularnym rozwoju osobistym? Czy może być to dla nas jakieś zagrożenie? – Zagrożenie…, może być zagrożenie. Wiesz, czasy się zmieniły, jest znacznie większy dostęp do wiedzy. Internet, ciężko to cenzurować. Trenerzy, Kołcze, Mentorzy, Psycholodzy.

– Ale się porobiło. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Wtrącił Jarek. – Masz rację Jareczku. Zaciągnął się cygarem wypuścił przesiąknięte dymem powietrze i kontynuował. – Przez nich ci ludzie stają się świadomi a co za tym idzie stają się niezależni. Tworzą swój własny system  odcinając się od naszego. Wiedza o psychologii dostępna dla przeciętniaków to nic dobrego dla systemu. Takich ludzi ciężko kontrolować.

– Andrzejku Jak to się stało, że nagle chcą się rozwijać, uczyć? Przecież stworzony przez nas system nauczania miał zabić w nich tą chęć. – Owszem I rzeczywiście działał, przeciętny uczeń po ukończeniu szkoły nie mógł patrzeć na naukę, ponieważ uczyliśmy go tego co totalnie z nim nie współgra. Taki był zamiar,  wtłaczać w niego te nic nieznaczącą wiedzę, dopóty mu nie zbrzydła. Działało, po takiej edukacji był jak automat a tu nagle po tylu latach tworzą sobie sami szkolenia i się rozwijają.

– Nic to dobrego. Jarek pokręcił nosem.

– Z drugiej jednak strony Jareczku jest ich raptem garstka, która w prawdzie rośnie w siłę. Ale, jak ich nawet przybędzie to już nie będzie nasz problem, dlatego nie przejmuj się ciesz się tą chwilą.  – Dawaj szklankę jeszcze ci doleję. Jarek już bardziej pogodny podsunął szklaneczkę.

– Niech myślą nasi następcy. Przecież już nie raz w historii tworzyli różnego rodzaju ruchy, zgrupowania jedności, przebudzenia, rozwój duchowy, inteligencja. Jak zwał tak zwał, tych z duchowego rozwoju przebudzenia jedności nazwiemy sekciarzami i nastraszymy nimi przeciętniaków. Sekta zawsze  szerzy niepokoje w głowach. A na tę rzekomą inteligencję zawsze coś się znajdzie wirusy, choroby, załamania na giełdzie, przestraszymy ich,  to zawsze działa. I tak będą pokorni Propaganda strachu to potężne oręże.

– W sumie racja Andrzejku. – Na pohybelek Jareczku. – Na pohybelek Andrzejku.

Koniec

Raffi

Podaj dalej!
Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.