WINNI CZY NIEWINNI? – KOSMICZNY PROCES LUDZKOŚCI. CZĘŚĆ 1 – OSKARŻENIE

Sala sądowa była już wypełniona po brzegi. Trwała wrzawa. Wydarzenie, które miało się zaraz zacząć odbiło się echem  w najdalszych zakątkach galaktyki. Przybyło zatem bardzo wielu przedstawicieli poszczególnych układów aby obserwować przebieg wydarzeń. Byli oni podekscytowani i zniecierpliwieni. Za chwilę bowiem miał się zaczął proces mieszkańców planety Ziemia.

Wrzawę przerwał głośny odgłos młotka sędziego.

– Proszę o ciszę, zaczynamy. – powiedział stanowczo sędzia. Jego głos był dość niski, brwi miał zmarszczone. Na jego twarzy widać było pełne skupienie. Nic dziwnego, rozprawa miała na celu podjęcie decyzji o przeznaczeniu miliardów istnień ma Ziemi. Koncentracja była zatem niezbędna.

– Czy oskarżenie i obrona są gotowi? – zapytał w tym samym poważnym tonie.

– Jesteśmy gotowi. – odparli niemal jednogłośnie. Prokurator zajmował miejsce z prawej strony sali. Jego wyraz twarzy mówił wiele. Był bardzo pewny siebie, dobrze przygotowany. Spoglądając na swojego przeciwnika jego wzrok zdradził coś jeszcze, ogromną determinację aby proces zakończył się po jego myśli, wierzył w swoją sprawę. Adwokat siedział po lewej. O dziwo jego postawa wyrażała jeszcze większe opanowanie i pewność siebie niż u prokuratora. Przyjmując jego przeszywające spojrzenie odwdzięczył się bardzo skromnym uśmiechem.

– W takim razie zaczynamy rozprawę. Galaktyczna Federacja Światła przeciwko mieszkańcom planety Ziemia. Zebranych na sali proszę o wyłączenie hologramów i teleportów.(:)) Ma panować bezwzględna cisza!  Chyba nie muszę państwu przypominać o ważności tej sprawy. Oskarżenie może zaczynać. – zakończył sędzia rozsiadając się wygodniej na krześle. Nie zapowiadało się bowiem, że będzie to kilkuminutowy proces.

Prokurator wstał, dosunął po sobie krzesło i spokojnym krokiem wyszedł na środek sali. Stanął i bardzo spokojnie rozejrzał się dookoła. Starał się dosięgnąć wzrokiem wszystkich zebranych. Na chwilę jego wzrok zatrzymał się ponownie na adwokacie po czym powędrował w stronę sędziego. Tym razem jego przeciwnik się nie uśmiechnął, mimo tego nawet na sekundę nie stracił swojego spokoju. Gdy oczy prokuratora spotkały się z oczyma sędziego zaczął swoją przemowę.

– Wysoki Sądzie – powiedział znowu odwracając się w stronę zebranych na sali – Drodzy obywatele całej galaktyki. Zostaliście wezwani by być świadkami tego procesu, przemierzyliście z tego powodu miliony lat świetlnych. I po co? Pytam się po co? – Na twarzach niektórych pojawiło się zaskoczenie, na innych podenerwowanie. Prokurator podszedł do swojego stołu, sięgnął po teczkę z dokumentami i kontynuował. – Po dokładnym zapoznaniu się materiałem dowodowym na który składa się raport z planety  Ziemia zadaje Wam to pytanie. Po co w ogóle tu jesteśmy? Czy ten proces jest potrzebny? – mimo ironicznych pytań jego głos był spokojny, jego emocje były pod kontrolą.

– Do czego Pan zmierza? – przerwał mu sędzia studząc taktyczno-psychologiczne zapędy prokuratora.

– Proszę wybaczyć Wysoki Sądzie, nie moim celem jest podważanie systemu sprawiedliwości. Chciałem jedynie podkreślić swoje stanowisko w tej sprawie, sam zapoznał się pan z tym raportem, który trzymam w ręku, widział pan do czego zdolni są ludzie na Ziemi. – Prokurator otworzył teczkę, wyciągnął kilkudziesięciostronicowy raport i kontynuował. – Nie jestem w stanie przeczytać państwu całego raportu więc przygotowałem wybrane fragmenty i wnioski z obserwacji. Nasi ludzie obserwowali zachowanie Ziemian przez ostatnie dwa tysiące lat i na podstawie tych obserwacji sporządzono ten dokument. Cytuję: „Ziemianie robią praktycznie wszystko aby zniszczyć swoją rodzimą planetę, ich konsumpcyjny tryb życia zatruwa ich ziemię w postaci milionów ton śmieci, do rzek i oceanów wylewane są toksyczne substancje, które zabijają żyjące tam stworzenia na masową skalę, ich przemysł zatruwa również powietrze, którym oddychają nie tylko oni ale również wszystkie inne istoty co mieszkańcy Ziemi mają w poważaniu. Ogromne lasy tropikalne, które sami nazywają „płucami Ziemi” są wycinane lub nawet podpalane by zwiększyć tereny sztucznych upraw. Na zwierzęta się poluje dla zabawy jak również dla  zysków, co gorsza są niemal uprawiane i przerabiane na żywność. Rośliny są genetycznie modyfikowane i pryskane truciznami również z czystej chciwości. – Prokurator przekręcił kilka stron raportu i dalej ciągnął – „Ludzie spożywający takie pożywienie chorują i stają się ofiarami krwiożerczych koncernów farmaceutycznych. Umierają bardzo młodo, średnio w wieku 50 – 60 lat lecz ta statystyka również gwałtownie spada na ich niekorzyść. Zdrowie człowieka na Ziemi stało się świetnie sprzedającym się towarem.”  – W tym momencie przerwał, uniósł głowę ponad raport aby ujrzeć reakcje zebranych na sali.

Jego plan przebiegał doskonale. Niemal na wszystkich twarzach pojawił się grymas, niezadowolenie, ogólne zmartwienie zaistniałą sytuacją na Ziemi. Coraz więcej spojrzeń wędrowało w stronę adwokata, który dalej siedział spokojnie. Zdawał się znać wymienione informacje z raportu albo doskonale maskował swoje obawy. Prokurator po raz kolejny przekręcił kilka stron.

– „Ludzie zatracili swoją miłość do siebie i zapomnieli że są jednością. Podzielili planetę jak tylko mogli, pod względem politycznym, kulturowym i religijnym. Podziały te zrodziły okrutną nienawiść do siebie  nawzajem i ludzie zaczęli toczyć ze sobą wojny. Ginęły ich całe miliony . Dorośli, kobiety, dzieci. Odbierano im domy, pożywienie, skazywano na głód i nędzę.”  – Tym razem nie przekręcał strony, zamknął raport, podszedł do stołu i odłożył teczkę. Następnie trzymając głowę w dół głęboko westchnął, to był pierwszy raz kiedy okazał dzisiaj jakieś wyraźniejsze uczucie. Ponownie rozejrzał się po sali. Z grymasów i zmartwienia pojawił się szok na twarzach i głębokie zaniepokojenie. – Myślę, że ich przekonałem. Czas na nokaut. – Pomyślał i odwrócił się w stronę sędziego.

– Wysoki Sądzie. Raczy Wysoki Sąd wybaczyć, że ponownie pozwolę sobie na bezczelność. Ponawiam więc pytanie. Co my tu robimy? Po co ten proces? To była jedynie cząstka materiału dowodowego, czy mam przeczytać cały? Żeby proces miał sens potrzeba dwóch przeciwnych stron a tu przecież nie  ma czego bronić! – Powiedziawszy to skierował wzrok na adwokata. Głos już miał podniesiony, coraz większe emocje mu towarzyszyły. – Wszyscy wiemy, że ich planeta jest rajem. Jest tam więcej niż wszystko czego im potrzeba do życia w szczęściu i pokoju a co oni z nią zrobili? Jeżeli nic nie zrobimy oni całkowicie ją zabiją! Nie będzie życia nie tylko dla nich ale dla zwierząt i roślin, które tam żyją, a co one złego zrobiły? Po za tym są chciwi, są samolubni, myślą tylko o swoich korzyściach, są gotowi zabijać dla nich. Oni Wysoki Sądzie nie zasługują na ten raj. Są chorobą, która zaraziła tą cudowną planetę. Podzielę się zatem moimi najgorszymi obawami. A co jeśli technologia pozwoli im przemierzać i kolonizować kosmos? Co jeśli ta choroba zacznie się rozprzestrzeniać? Znając ich brak szacunku do środowiska będą osiedlać się na innych planetach, grabić surowce i wszystko co cenne i przemieszczać się na inne planety. Co jeśli z czasem nie będziemy w stanie ich powstrzymać? Jestem obywatelem wszechświata i nie mogę na to pozwolić dlatego apeluję o najwyższy ale jakże sprawiedliwy wymiar kary. Domagam się kolejnego globalnego kataklizmu dla planety Ziemia aby usunąć tą chorobę i pozwolić Ziemi na ponowne odrodzenie! – Na sali wybuchła wrzawa. Część zebranych wstała z miejsc, inni bili brawa, jeszcze inni siedzieli nieruchomo nie mogąc się otrząsnąć po przemowie prokuratora. Emocje na sali sięgały zenitu. Młotek sędziowski nie dawał sobie rady z panującym na sali chaosem. Dopiero po trzeciej próbie i kilkunastu sekundach zaczęło robić się nieco ciszej. Spośród ustających już krzyków, braw i dyskusji dało się usłyszeć ostatnie zdanie prokuratora.

 – To wszystko co mam do powiedzenia Wysoki Sądzie. – odparł już swoim opanowanym głosem podążając w kierunku swojego miejsca. Ostatni raz zmierzył oczami swojego przeciwnika niemal pewny już zwycięstwa. Odsunął krzesło i usiadł. Cała, wypełniona po brzegi sala sądowa skierowała teraz wzrok na adwokata. Sędzia również podążył ich śladem. Na jego twarzy mniej już było koncentracji a więcej zaniepokojenia. Po czole spłynęła kropla potu. Minęła chwila zanim wydobył z siebie zdanie. Wszystko bowiem wskazywało na to, że trzeba będzie wydawać bardzo ofiarny w skutkach wyrok. Miliardy istnień w zamian za biliardy. Nie ma istoty we wszechświecie, która lekką ręką wyda taki werdykt. Co na to obrona? Czy jest jeszcze w stanie cokolwiek tutaj zrobić? Obciążenia prokuratora są przecież miażdżące.

– Czy obrona jest gotowa? – Z trudem ale mimo wszystko poważnym tonem wydusił z siebie.

Adwokat przez cały ten czas siedział w tej samej pozycji. Przy dramatycznej końcówce triumfalnej szarży swojego przeciwnika nawet nie zmarszczył czoła. Po prostu siedział. Słuchał i przyglądał się całej sytuacji. Cała sala łącznie z prokuratorem i sędzią czekała na jakąkolwiek jego reakcję. Byli pewni, że wstanie i po prostu stąd wyjdzie przygnieciony ciężarem porażki. I tak adwokat wstał.

– Oczywiście Wysoki Sądzie – odparł. Również rozejrzał się dookoła robiąc to nieco dłużej niż jego rywal. Podobnie jak jego, wszystkich zebranych obdarzył bardzo skromnym uśmiechem lekko kiwając głową po czym spokojnym krokiem udał się w miejsce gdzie przemawiał wcześniej prokurator.

KOSMICZNY PROCES LUDZKOŚCI. CZĘŚĆ 2 – OBRONA

Niech Światło Cię prowadzi. Gaja-San

Podaj dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.