CO Z TĄ GRAWITACJĄ?

Wystarczająco długo już chodzę po ziemi by nie zauważyć jak dziwnie niekiedy zachowują się ludzie i, że bardzo często wyciągają całkowicie odwrotne wnioski niż nakazuje to rozum i logika.

Nauki w to nie mieszam bo sama jest często historią pomyłek i teorii ciągle zmienianych i dopasowywanych do posiadanej wiedzy, przeczuć czy wyobraźni, chociaż nie sposób nie docenić  i nie zauważyć postępu i osiągnieć, które przynoszą oświecenie i ułatwiają ludziom życie.

Kiedyś mój syn zapytał mnie czy telefon z wibratorem to to samo co wibrator z telefonem. Odpowiedź wydaje się być oczywista, jednak gdy dietetyk powie nam, że jesteśmy tym co jemy to wcale nie rozumiemy przez to, że to co spożywamy jest nami. W religii jednak takie myślenie jest normalne a do tego kwestia ta określona jest mianem tajemnicy wiary.

Nie zamierzam negować niczyich przekonań ani obrażać czyichś uczuć religijnych lecz wiem, że wierzyć to w zasadzie tyle co nie wiedzieć i że można przestać wierzyć zaś wiedzieć przestać się po prostu się nie da. Więc obstaję przy wiedzy.

Wolfgang Goethe głosił taką maksymę: „Czyż tak wielka jest tajemnica tego czym jest Bóg i człowiek i świat? Nie, lecz nikt chętnie tego nie słucha i dlatego pozostaje to tajemnicą”.

Naukowe teorie i modele bardzo często prowadzą do odkryć i zrozumienia tajemnic Matki Natury chociaż notorycznie komplikujemy to co wydaje się bardzo proste. Jedną z takich kwestii jest istota grawitacji.

W dawnej Norwegii jak nie można było znaleźć przyczyny czegoś zaistniałego, to się sprawą obwiniało Trolle, takie niby ludziki, krasnale, skrzaty, gnomu. To bardzo wygodna metoda pozwalająca „znaleźć winnego” i dalej spać już spokojnie. Nie zdziwiłem się więc też, gdy poszukując wyjaśnienia istoty grawitacji natknąłem się na wymyślone kolejne cząsteczki tym razem nazwane grawitonami, tak jak kiedyś miało to miejsce z eterem, który zdaniem naukowców był warunkiem rozprzestrzeniania się fal radiowych. Moim zdaniem owe grawitony to właśnie też takie trolle, krasnoludki, pozwalające uznać sprawę za „ostatecznie” załatwioną.

Ponoć odkryta przez Newtona grawitacja to przyciąganie. Tymczasem przyczyną ruchu sławnego jabłka na szacowna głowę twórcy teorii grawitacji może być zarówno siła działająca od spodu jak i od góry czyli naciskająca na jabłko, które po przekroczeniu wytrzymałości trzymającego jabłko „ogonka”, pchane jest dalej aż do oporu, którym to oporem, jak się okazało, była głowa wypoczywającego pod drzewem naukowca.

Sprawa ma się podobnie gdy jedziemy samochodem którego masa, w zależności od tego czy posiada napęd na przednie albo tylne koła, jest ciągniona (przy napędzie na przednie koła), albo pchana gdy napędzane są koła tylne. Efekt w postaci ruchu auta wydaje się być identyczny.

Wydaje się (!) bowiem zachowanie takiego samochodu w czasie jazdy po łuku jest zdecydowanie inne. Samochód jest bowiem wówczas pod albo nad sterowny. Zostawmy jednak te niuanse fachowcom od konstrukcji aut.

Zastanawiałem się wielokrotnie dlaczego jakoś nie mówi się o REAKCJI na siłę odśrodkową jaka niewątpliwie powstaje w czasie obrotu ciał niebieskich wokół własnej osi? No bo jeśli np. w tzw. „beczce śmierci” (to takie cyrkowo – odpustowe pokazy z jeżdżącym w wielkiej drewnianej beczce motocyklem), siła odśrodkowa jadącego w niej motocykla, a tym samym naciskającego na ścianę beczki, jest równoważona przez wytrzymałość ściany beczki, to znaczy, że aby motocykl nie spadł ze tej ściany to ściana ta musi na motocykl naciskać z taką samą siłą.

W kosmosie wszystko się wkoło kreci ale nie słyszałem o sile, która ten „cały bałagan” trzyma razem i stanowi o równowadze nazywanej kosmosem (porządkiem). Gdy na sznurku rozkręcimy ręką wkoło np. kamień (albo i jabłko), to reakcją na powstałą tak rozrywającą sznurek siłę odśrodkową chcącą to jabłko wyrzucić na zewnątrz, jest wytrzymałość sznurka, która siłę odśrodkową równoważy. Jeśli więc faktycznie jest tak jak to sobie wyobrażam, to tzw. grawitacja nie jest przyciąganiem ale  dopychaniem powstałym jako reakcja na siły odśrodkowe wirujących ciał.

Albert Einstein twierdził, że grawitacja wynika z zakrzywienia przestrzeni.

Pytając i prosząc fizyków o przetłumaczenia mi „tego” na język laika, nigdy nie spotkałem się z jasną odpowiedzią, co wobec opinii, że grawitacja nie została jeszcze go końca poznana, wcale mnie nie dziwi.

Może więc ja w tym miejscu wyłożę jak ja to rozumiem, tak po chłopsku, czyli jak krowie na rowie?

Wyobraźmy sobie zatem, że na stojąco jedziemy autobusem. Gdy nagle autobus zmieni kierunek ruchu wówczas nasze ciało rozpędem swojej bezwładności zostanie dociśnięte do ściany pojazdu. Pozornie to normalne, ale to nie autobus nas do siebie przyciągnął ale dopchnął się do nas zakrzywiając przestrzeń swojego ruchu na tymże zakręcie, tym samym niejako wchodząc w kolizję z masą mojego ciała, które w dalszym ciągu poruszało się zgodnie z pierwotnym kierunkiem jazdy autobusu przed dokonaniem skrętu i zamierzało czynić to nadal.. To autobus (niecnota) wszedł w konflikt z ruchem mojego ciała i rozkwasił mi nos!

Pewnie mało kogo obchodzi mój rozbity o szybę autobusu nos, ale to doświadczenie, podobnie jak ze „spadającym” jabłkiem Newtona, pozwoliło mi zrozumieć jedną z nie uświadomionych powszechnie pozornych tajemnic jaką jest grawitacja. Ta tajemnica to DOPYCHANIE a  nie przyciąganie i jak przypuszczam, to właśnie miał na myśli Albert Einsten mówiąc o zakrzywieniu przestrzeni jako przyczynie grawitacji.

Ja doznałem tego olśnienia podobnie jak pewna praczka, która przez przypadek i skojarzenia z wiszącymi na sznurach do suszenia bielizny klamerkami, wymyśliła maszynę do pisania nut a Kartezjusz dowiódł potwierdzenie BYCIA słowami „Cogito ergo sum”(myślę więc jestem)! , wszystkie bowiem inne przesłanki i wyobrażenia w tej sprawie, poza faktem myślenia, nie były obiektywne.

Opracował Andrea Osjano.!

Podaj dalej!
Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.