ŚWIADOME KINO: LABIRYNT FAUNA – 2006 reż. Guillermo del Toro

Nagrodzone trzema Oscarami dzieło Guillermo del Toro powszechnie uznawane jest jako dramat fantasy lub dramat wojenny.  Zapewniam jednak, że  śmiało można je nazwać filmem psychologicznym o głębokim, metaforycznym przesłaniu. Perfekcyjnie posługując się mistycyzmem oraz symboliką, reżyser stawia przed nami obraz transformacji głównej bohaterki, a przede wszystkim zadań, jakie stają na jej drodze do tego celu. Z fantastyczną (oscarową) charakteryzacją i muzyką wbijającą w fotel, mamy więc połączenie drogi rozwoju z czystą przyjemnością rozpływania się nad dobrym kawałkiem kina.

UWAGA! SPOILERY!!!

Samo pojawienie się świata fantasy w pogrążonej wojną domową Hiszpanii w 1944 roku, nie jest oczywiście zabiegiem jedynie „upiększającym” widowisko.  Jest ucieczką do niego głównej bohaterki przed niezwykle trudną rzeczywistością. Niedawna śmierć ojca, świat ogarnięty brutalną wojną i przeprowadzka do swojego psychopatycznego, niezwykle surowego  ojczyma,  zmuszają umysł Ofelii do wyparcia trudnych emocji poprzez ucieczkę w świat baśni. Tego typu wypieranie jest całkowicie naturalną reakcją w takich sytuacjach. Sami robimy to niemal cały czas, tylko każdy w swój, bezpieczny dla nas  sposób.  Po niedawnym „odświeżeniu” sobie „Labiryntu Fauna” nie to jednak uważam za najbardziej odkrywcze. Znacznie bardziej interesujący jest zawarty moim zdaniem wątek „transformacji” głównej bohaterki, do którego zmusza ją obecna sytuacja życiowa.

Choć idea „transformacji” w filmie wydawała się oczywista, niektóre rzeczy pozostawały dla mnie niejasne. W tym celu udałem się w podróż po Internecie w poszukiwaniu innych, podobnych interpretacji.  Zacytuję tu autorkę bloga, na jakiego natrafiłem w poszukiwaniach.

„Nie będę pewnie odkrywcza, stwierdzając, że filmowy labirynt jest metaforą naszego wnętrza. Jednak aby przejść przez plątaninę korytarzy, trzeba zdać się na coś innego niż tylko zmysły, trzeba zaufać swojej intuicji oraz przeczuciu. I prawdopodobnie one każą Ofelii wziąć od Fauna księgę i uwierzyć jego słowom. Labirynt staje się zatem przenośnią naszego umysłu, gdzie dokonują się próby. W nich Ofelia będzie musiała nie tylko stawić czoła własnym słabościom, ale także pokonać swoje uprzedzenia oraz obudzić uśpione dotąd obszary psychiki. A każdy, kto wejdzie do labiryntu, wyjdzie z niego odmieniony lub… nie wyjdzie z niego wcale.”

Tutaj znajdziecie cały artykuł.

Z taką interpretacją tytułowego labiryntu zgadzam się w stu procentach. W owym labiryncie mieszka również tytułowy Faun.  Postać mistyczna, tajemnicza, owiana symboliką, ściśle związana z pogańskimi wierzeniami. Ogólnie, w całym filmie mnóstwo jest symboliki właśnie z nimi związanej. Oprócz samego Fauna można wymienić np. korzeń Mandragory – W przeszłości temu korzeniowi nadawano magiczne moce. Korzeń, nabierał swoich magicznych mocy, wtedy, kiedy pod tą rośliną został powieszony człowiek. Kiedy ciało wisielca w czasem zaczęło „odpadać” (krew), mandragora nabierała magicznych właściwości. W starych dokumentach, ten korzeń był przedstawiany jako człowiek, gdyż autentycznie przypomina on kształtem człowieka. Jednak był on również śmiercionośny. Podobno rzucał czar na człowieka, który próbował go wykopać z ziemi. Taka osoba umierała. Interesujące. Prawda? Intrygujące jest również znaczenie pełni księżyca w tym filmie. Według pogańskich wierzeń, cykliczność księżyca miała symbolikę znacznie bardziej bogatą, niż to co tylko nazywamy „pełnią”

 Ofelia, aby na stałe powrócić do fantastycznej krainy w której jest księżniczką (myślę, że właśnie to jest metafora wymienionej transformacji) musi wypełnić trzy zadania, jakie zleci jej Faun. Pierwszym zadaniem jest udanie się w głąb umierającego drzewa figowego, w którym siedzi olbrzymia ropucha będąca przyczyną choroby drzewa. Ofelia ma umieścić w niej  trzy magiczne kamienie i zabrać złoty klucz służący do kolejnego zadania.  

„Pierwszym zadaniem Ofelii jest uratowanie umierającego figowca. Oczywiście wszyscy dookoła widzą tylko jego powolne obumieranie. Nikt nie wie, że prawdziwą przyczyną jest mieszkająca w korzeniach ropucha żywiąca się jego sokami, która na dodatek pilnuje złotego klucza niezbędnego przy następnym zadaniu. Aby do niego dotrzeć, dziewczynka musi dosłownie przeczołgać się przez błoto, pokonać opór przed smrodem i zgnilizną toczącą wnętrze drzewa. To także przenośnia schodzenia w głąb siebie, przeczołgiwania się właśnie przez własne lęki i uprzedzenia.”

Tak to właśnie wygląda moi drodzy. Droga do uzdrawiania, do świadomości wiedzie właśnie przez mroczne obszary nas samych. Bez konfrontacji z nimi, zmiany nie nadchodzą. Guillermo del Toro doskonale rozumie ten proces i w najlepszy możliwy sposób do niego zachęca.  (i przy okazji zgarnia trzy Oscary – po prostu mistrz.) Interpretację pozostałych dwóch zadań oraz zakończenia zostawiam Wam. Pragnę bowiem, podobnie jak reżyser, zachęcić również do wyciągania własnych wniosków. Jeśli czytacie ten artykuł i nie oglądaliście „Labiryntu Fauna” to uznajcie go za pozycję obowiązkową, jeśli natomiast już oglądaliście go jako dramat fantasy, to obejrzyjcie sobie jeszcze raz, tym bardziej z bardziej otwartym umysłem.

Niech Światło Cię prowadzi. Gaja-San

PS. Jeśli nie wierzycie w muzykę wbijającą w fotel to posłuchajcie. Mnie ciary przechodzą jak znam ten film i ją słyszę. 🙂 Pozdrawiam ♥

Podaj dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.