ZRÓB CZASEM NA PRZEKÓR SOBIE – ZABAWA Z NAWYKAMI

Chciałbym wprowadzić Cię w pewien obszar. Taki obszar świadomego zarządzania swoimi uległościami, słabostkami, schematami a w końcu uzależnieniami. Prawda jest taka, że na co dzień funkcjonujemy wykonując pewne czynności rutynowo. Takimi się stały, a przecież mogłyby być i powinny świadomymi przyjemnościami. Wtedy życie staje się pełniejsze.

Osobiście, żeby dojść do pewnych zmian zachowań, musiałem poświęcić wiele czasu. A to dlatego, że w swoim życiu nieświadomie zagalopowałem się w swoich nawykach bardzo daleko. Do tego stopnia, że większość z nich przejęła nade mną kontrolę. Wielu z nich stałem się niewolnikiem. Tak sobie żyłem przez XXX lat. Teraz już wiem, że to nie była pełnia życia. Zdałem sobie sprawę z tego, że utkwiłem w nieświadomej egzystencji.

Tak na wstępie. Już teraz na tym etapie w którym jestem, uważam, że każda używka jednak w dużym umiarze może dać nam wiele przyjemności. Zasada jest prosta. Celem samym w sobie nie może być substancja. Celem ma być świadoma celebracja chwili do której dodatkiem jest dana używka, która uzupełnia pewien całokształt.

Nadmieniam, że każda nawet ta uważana za lajtową w nadmiarze zawsze będzie dla nas szkodliwa. Dlatego chciałbym zwrócić Twoją uwagę na pewne zachowania, tzw. przyjemności, które być może ci szkodzą i prowadzą do degradacji twojego organizmu, spożywane bez uwagi i umiaru spowodowały, że stałeś się od nich zależny.

Jak to się mówi, wszystko dla ludzi ale dla mądrych ludzi a

„kto się objada i upija, nie umie jeść ani pić”.

Ciekawe ale taką sentencję przeczytałem kiedyś na stoliku w restauracji zatrzymując się w drodze na posiłek. Tak wiele jest podpowiedzi na naszej drodze, trzeba się tylko uważnie rozglądać.

Przyjrzyjmy się podstawowej umiejętności jaką jest zaspakajanie podstawowej egzystencjalnej potrzeby, pożywienia. Wychodzi na to, że nie potrafimy jeść. Ot tuż to, często nie patrzymy na to co jemy, jak jemy, byle by wsypać w siebie setki kalorii często się zapychając co w rezultacie zamiast dodać nam energii często nas z niej odziera.

Zastanów się. Czy czasem w twoim życiu nie ma pewnej powtarzalności?  Swój przekaz przedstawię w odniesieniu do filiżanki kawy. Oczywiście jest on adekwatny do wszystkich nawyków żywieniowych. Ale to już pozostawiam do Twojej dyspozycji.

Powiedzmy kawa co dzień rano i może następna po obiedzie. Ja tak miałem, szybka kawa byleby tylko poczuć chwilowego kopa i nakręcić się do dalszej pracy i często też do życia. Ale czy tak powinno być? Czy to jest dla mnie dobre? Co na to mój organizm? A gdzie tam, w ogóle sobie tych pytań nie zadawałem. A w sumie po co? W szczególności, że większość osób w moim otoczeniu również tak żyła. Jedna kawa, druga kawa a ja ciągle taki nieobudzony.

I tak sobie żyłem do póki nie dostrzegłem, że moje życie stało się szeregiem schematów na które totalnie nie zwracam uwagi. I tak się zaczęła zabawa z nawykami. Teraz robię sobie przerwy, posty, zmiany, po prostu jak tylko zaczynam w padać w jakiś schemat zaraz to zauważam i się z niego wybijam.

I czasem bywa tak:

-Chodź napijemy się kawy. – Nie dziś nie piję kawy. – Jak to wczoraj piłeś, dzisiaj nie pijesz, źle się czujesz? – ależ skąd, wszystko ze mną w porządku!

Tak po prostu. Jeśli czuję, że mój organizm domaga się kawy, robię mu na złość. Jednak wcale nie tak złośliwie, nie jest to jakieś znęcanie się nad sobą, po prostu taka zabawa. Sam nazywam to zabawą z nawykami. Przełamuję swoje nawyki, staram się obserwować swoje zachowanie, jeśli zauważam jakąś powtarzalność, po prostu to przełamuję. W moim mniemaniu jest to takie świadome zarządzanie używkami. I wcale nie popadam w ascetyzm, czasem jak zdarza się spontaniczna okazja a jeszcze jak w doborowym towarzystwie i okolicznościach, wtedy z przyjemnością wypijam filiżankę kawy. Traktuję to jak taki rytuał, taki całokształt. Nie może to być tylko szybkie zaspokojenie głodu kofeinowego.

A jeśli robię to świadomie np. przygotowując swoją ulubioną kawę, począwszy od zmielenia, następnie przygotowania, stworzenia odpowiedniego nastroju. Taka chwila dla siebie. Wtedy ta filiżanka kawy staje swoistego rodzaju medytacją. Można też przysiąść w przytulnej kafejce, takiej z klimatem, spokojną muzyką, w której zapach kawy oraz wpływ dobrej wibracji przenika już na samym wejściu. Wtedy cieszę się chwilą i wiem, że ta chwila jest dla mnie sprzyjająca. Duch się cieszy a ciało raduje. Oczywiście, ktoś pewnie pomyśli, że nie wiele się zmieniło, jednak dla mnie zmieniło się naprawdę wiele. A wystarczyło dodać do tej kawy odrobinę uważności i różnica jest powalająca.

Teraz filiżanka kawy stała się świadomym spontanicznym rytuałem – medytacją. A najlepsza jest ta w przyjemnych kafeteryjnych okolicznościach i najlepiej w przyjemnym towarzystwie. Hmm…. A kiedyś była zwykłą rutynową czynnością.

Kawa jest jedną z używek, która pita bez opamiętania może przynieść nam więcej szkody niż przyjemności. A jednak można z niej zrobić zdrową świadomą przygodę, która pozytywnie może na nas wpływać. Jednak nawet ta przyjemna kafeteryjna sytuacja nie może być powtarzana zbyt często, ponieważ może stać się rutyną i utraci swoją wartość.

Dlatego też polecam ci świadomą zabawę ze swoimi nawykami. Rób sobie przerwy, zastępuj, zmieniaj a wszystko po to abyś żył pełniej i ciekawiej. Twój umysł na początku będzie się buntował gdyż zaczniesz wyprowadzać go ze strefy komfortu. Jednak po jakimś czasie zaakceptuje sytuację, polubi wyzwanie i powoli odpuści. Po prostu na początku musisz wykazać się pewną determinacją.

Kawa jest tylko jedną z setek rutyn. Dlatego też przyjrzyj się sobie uważnie, odkrywaj i zmieniaj. Nauczysz się bawić ze swoimi nawykami, zaczniesz przejmować kontrolę nad swoją codziennością. Wtedy powoli zmieni się twoje życie.

Miłej zabawy z nawykami. Raffi

Podaj dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.